| Nie mowy o bańce na złocie |
| Giełda |
| wtorek, 21 czerwca 2011 10:32 |
|
Bank Standard Chartered opublikował raport dotyczący sytuacji na rynku złota. Autorzy tego opracowania spodziewają się wzrostu ceny złota do 5000 dolarów za uncję, i to w bliskiej przyszłości. To bardzo odważna prognoza, lecz nie brakuje jej logicznego uzasadnienia.
W najbliższych pięciu latach rozpocznie działalność tylko kilka dużych kopalń złota a istniejące mają ograniczone możliwości zwiększenia produkcji. Banki centralne przestały być sprzedającymi netto lecz stanęły po stronie kupujących. Przy rosnącym popycie, również ze strony inwestorów i ludności kupującej złoto nie tylko po to aby spekulować lecz również jako lokatę kapitału na trudne czasy, wzrost cen złota jest nieunikniony. Szczególną rolę na tym polu będzie odgrywać Azja. Chiny stoją przed problemem dywersyfikacji największych na świecie rezerw walutowych, które przekroczyły równowartość 3 bln dolarów. Z tego w złocie mają ulokowane zaledwie 1,6 proc. posiadanych rezerw, tj. 1054 tony. Dla porównania kraje rozwinięte posiadają w skarbcach złoto stanowiące kilkadziesiąt procent rezerw.
Generalnie kraje rozwijające są ubogie w aktywa rezerwowe oparte na złocie. Przyszedł więc czas ich odbudowy, co ostatnio było widoczne na przykładzie Indii, Meksyku i Rosji. Nie od dziś wiadomo, że złoto jest najpewniejszym aktywem, którego nie są w stanie zniszczyć żadne kryzysy czy wojny. Łączne rezerwy złota w bankach centralnych na świecie wynoszą około 30 tys. ton, co stanowi 11 proc. ogólnej kwoty rezerw walutowych. Gdyby Chiny chciały dorównać do średniej światowej, wówczas musiałyby dokupić ponad 6 tys. ton złota, co odpowiada dwuletniej światowej produkcji tego szlachetnego kruszcu. Za masowe zainteresowanie złotem jest odpowiedzialny głównie słabnący dolar, który dotychczas stanowił podstawowe aktywo rezerwowe. Detronizacja dotychczasowego króla walut sprzyja złotu i zapewne ten proces będzie trwać tak długo, dopóki świat nie uporządkuje spraw finansowych a to jest już utopia. Nie wykluczona jest kolejna faza luzowania ilościowego w Stanach Zjednoczonych. Waszyngton może wymyśleć tylko inną formę wspomagania zapadającej się gospodarki lecz i tak skutkiem będzie dodruk kolejnych miliardów dolarów. Inflacja za Oceanem już rośnie - w maju wyniosła 3,6 proc. Obawy o inflację skutkują panicznymi zakupami aktywów pewnych. Mogą być to nieruchomości, lecz ich zakup i utrzymanie jest kłopotliwe, najłatwiej kupić więc złoto, najłatwiej je też sprzedać. Również na naszym kontynencie nie brakuje anomalii - ratowanie bankrutującej Grecji kojarzyć może się z działaniami ideowymi, a nie racjonalnymi i pogłębi w efekcie kryzys finansowy w Strefie Euro a także całej Unii. Tylko złoto a także srebro pozostają w takich trudnych czasach niewzruszone a ich zakupy należy uznać za dowód racjonalnego działania.
Źródło: Investors |
